wtorek, 7 stycznia 2014

9. Straszny dom



Weszliśmy do środka i już wiedziałam, że nie będzie przyjemnie. Było ciemno. Jedyne światło wpadało do pokoju przez niewielkie potłuczone okno po prawej stronie od wejścia. Pod oknem stała stara drewniana komoda z wysuniętymi szufladami, z których wypadały jakieś przedpotopowe ubrania i obrusy. Na komodzie stała stłuczona lampa naftowa i świeca z wypalonym knotem na podstawce z uchwytem. Pierwsza odważyłam się zrobić krok do przodu. Deska zaskrzypiała pod moimi nogami. Panele odstawały od podłogi. Na środku pokoju na poprutym czerwonym dywanie stał przełamany na pół stół, z którego sterczały zardzewiałe gwoździe. Tynk odpadał od brudnych, szarych ścian. Po lewej stronie od wejścia stała ogromna szafa z powywalanymi książkami. Obok stał fotel obity podziurawioną narzutą. Sterczała z niego sprężyna niepozwalająca usiąść. Przy fotelu w ścianie wygryziona była mysia dziura. Na ścianach wisiały poprzekrzywiane półki i obrazy. Cała podłoga zasypana była papierami, planami, dokumentami i bogowie wiedzą czym jeszcze… Naprzeciwko wejścia znajdowały się drzwi wyrwane z górnego zawiasu. Zaczęliśmy rozglądać się po pokoju.
-Ten, kto tu mieszka chyba niezbyt lubi sprzątanie. – szepnęła Lou
-Wygląda, jakby przeszło tu tornado. – stwierdził Nico
-Patrzcie. To są jakieś zapiski. –powiedziałam podnosząc po kolei kartki z ziemi.
-Rozejrzyjmy się. – zarządził Nico
Przeszliśmy przez wyrwane z zawiasów drzwi. Znaleźliśmy się na korytarzu. Na prawo była kuchnia, na lewo łazienka, a przy wejściu stały kręte, strome schody prowadzące na drugie piętro. Weszliśmy po cichu na górę. Schody strasznie skrzypiały pod stopami i przy każdym naszym kroku zsypywał się z nich kurz. Drugie piętro stanowił spory korytarz z pokojami po obu stronach. Zajrzeliśmy do pomieszczeń. Nie wyglądały wiele lepiej niż sień przy wejściu. Pokoje były urządzone podobnie względem siebie. Spore dwuosobowe łóżko ściśnięte pod ścianą, duża półka na książki, biurko i komoda. Wszystkie szuflady były pootwierane i wypadały z nich papiery i ubrania. Na biurku stał kałamarz z –co dziwne – świeżym atramentem i starym gęsim piórem. Papiery i koperty niedbale zepchnięto na brzeg biurka. I tak mniej więcej wyglądał każdy z czterech pokoi. Na końcu korytarza zrobiono kolejne schodki, tym razem wysuwane z klapy w suficie. Nico złapał kij z haczykiem stojący w kącie i otworzył nim klapę. Po kolei wgramoliliśmy się na strych.
                Większej graciarni w życiu nie widziałam! Ten, kto tu mieszka chyba serio lubił zbierać pamiątki. Wszędzie stały skrzynie i kufry. Cała podłoga zawalona była gratami. Przy schodach stał stolik ze świecami i pudełko zapałek. Otworzyłam pudełko i znalazłam trzy niewypalone zapałki. Wzięłam do ręki podstawkę ze świecą i zapaliłam ją. Zaczęliśmy penetrować skrzynie. Wszędzie pełno było dokumentów i zapisek. Otworzyłam skrzynię po prawej stronie. W sumie nic ważnego. Kilka starych zdjęć rodzinnych. Co dziwne z każdego zdjęcia wydarta była jedna osoba. Raz młodsza, raz starsza, ale coś mówiło mi, że za każdym razem to był ten sam facet. Przez pęknięte okno do pokoju wpadł podmuch wiatru i świeczka zgasła. Wzięłam drugą zapałkę i podpaliłam knocik. Dalej przetrząsaliśmy pamiątki. Znaleźliśmy same szkice, kilka wyrwanych kartek z mitologii, ale poza tym nic ciekawego. Wzięłam do ręki jeden ze szkiców. Przedstawiał kamień kształtem przypominający romb wczepiony w ozdobny zaczep zwieszony na rzemieniu. Na dole był jakiś opis, ale napisano go po grecku. Świeczka znowu zgasła. No świetnie! Tak na pewno tego nie rozczytam. Zapaliłam ostatnią zapałkę i ponownie podpaliłam knocik.
-Ej! Chyba coś mam! – powiedziała Lou
Podeszliśmy do niej. Trzymała w ręku książkę oprawioną w czerwoną skórę. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam wertować kartki. To był pamiętnik. Ostatni wpis miał miejsce w 1973 roku, całe 40 lat temu i kończył się…. KLEKSEM! Ostatnie słowo było urwane, a obok niego starczał wielki kleks. Tak jakby ten, kto to pisał nie zdążył dokończyć. Jakby coś się stało.
-Słuchajcie… Tu jest coś nie tak. - stwierdziłam
-To znaczy? – zapytał Nico.
-Patrz. Wpis kończy się wpół słowa. Jakby ktoś nie zdążył go dopisać.
Nico przyjrzał się pamiętnikowi.
-Pamiętnik Fregustusa M. – odczytał.
-Nie… - Louise ledwo wydusiła te słowa. – To.. To jest pułapka!!!
I wtedy ostatnia świeczka zgasła
                                                                               * * *
Iiii... Doczekaliście się. Rozdział z dedykacją dla Wiki, która dziś mnie pogoniła, żebym go skończyła ^.^ Przepraszam, że (znowu) musieliście tyle czekać, ale moja wena ostatnio jest koszmarna. Więc dedykacja też dla tych, którzy jeszcze tu zaglądają :> Postanowiłam pobawić się w Riordana i skończyć w takim momencie :3 Ale już piszę dalej :D Komentarze mile widziane :)
~Miix