sobota, 5 października 2013

7. Noc w skale



Ten rozdział dedykuję Des, która czyta od początku i jeszcze nie zwariowała z moim 'częstym wrzucaniem' i Oli M. która pomaga mi łapać wenę ^.^
                                                                            * * *
             Lecieliśmy już dość długo, bo zaczęło się robić ciemno. Stwierdziliśmy, że wypadałoby znaleźć jakieś miejsce do przenocowania. Pod nami znajdowały się wysokie wzgórza, las i kilka małych, drewnianych domków. Zachód słońca wyglądał przepięknie w tym miejscu. Słońce odbijało na niebie różowe i fioletowe ślady, a świeciło naprawdę jasno mimo, że musiało być już bardzo późno.  W jednym z najwyższych wzgórz wyryta była spora szczelina prowadząca do niewielkiej jaskini.
-Thi, tam się zatrzymamy. –powiedział Nico
Skierowałam smoka we wskazane miejsce i wylądowaliśmy. Póki było jeszcze cokolwiek widać poszłam z Louise do lasu obok żeby nazbierać drewna na ognisko a Nico został z Shadowem żeby rozbić obóz. Luma pobiegła za nami.
                Chodziłyśmy po lesie zbierając patyki, jagody i wszelkie jadalne rzeczy. Najpierw nasza rozmowa polegała tylko na ‘o patrz, tam jest więcej jagód’, ale postanowiłam dowiedzieć się czegoś o Louise
-Więc masz na imię Louise, masz dziesięć lat i jesteś córką Hermesa? –zaczęłam rozmowę po chwili zdając sobie sprawę jak bezsensowne było to pytanie.
-Mów Lou. Będzie prościej. Ale tak.
-A twój wilk nazywa się Luma i umie się… teleportować?
-Raczej podążać za mną mgłą. I to nie jest jedyny z jej talentów. Jeszcze nie wszystkie poznałam ale przez ten cały czas zaprzyjaźniłam się z nią i wiem, że gdyby nie ona pewnie bym już dawno nie żyła.
-I pałętałaś się tak po Manhattanie przez całe życie?
-Nie. Dorastałam w normalnym domu, z mamą i starszym bratem. Ale kiedy miałam osiem lat uciekłam z domu bo moja mama zwariowała. Mój brat z nią został ale po roku nie wytrzymał i też uciekł. Mój ojciec pomógł mi. Zabrał mnie do wilczycy Lupy. Ona mnie wychowywała, a ja się nie starzałam przez całe dziewięć lat. Potem Hermes stwierdził, że poradzę już sobie sama, Lupa dała mi Lumę jako towarzyszkę i opiekunkę i puścili mnie na ulice Manhattanu. I mieszkałam tam przez dwa lata.
-No a co się stało z twoim bratem?
-On… -Louise nagle posmutniała – on nie żyje. Od ponad roku.
-Przepraszam, nie chciałam –powiedziałam zmieszana.
-Nie, spoko, nic się nie stało. Chyba już wystarczy drewna, wracajmy, robi się ciemno.
-Jasne. –odpowiedziałam i drogę powrotną przeszłyśmy w ciszy.
                Kiedy dotarłyśmy do jaskini było już całkiem ciemno. Ułożyliśmy stosik drewna korzystając z latarki z mojego telefonu. Zapaliłam na palcu płomyczek i uklękłam przy ognisku czekając aż drewno zajmie się ogniem. Dookoła leżały już rozłożone śpiwory (w sumie nie wiem skąd Nico je wytrzasnął ale cieszyłam się, że jest gdzie spać). Kiedy ognisko już się paliło weszliśmy do śpiworów.
-Dobra, ja biorę pierwszą wartę. Wyśpijcie się. –powiedziałam
-Nie będę się sprzeciwiał –ziewnął Nico.
-Dobranoc – dodała córka Hermesa
Po piętnastu minutach już spali. Zostałam sam na sam z myślami. Zastanawiałam się nad tym co mi opowiedziała Louise. Zwariowana matka… Starszy brat, który umarł… I sama na ulicach Manhattanu. Z czymś mi się to kojarzyło ale nie byłam w stanie sobie przypomnieć. Dziwiło mnie to, że półboska dziesięciolatka przeżyła dwa lata całkiem sama bez żadnej ochrony. Zauważyłam, że ognisko wygasa, więc dorzuciłam trochę drewna. Kolejne dwie godziny spędziłam na rozmyślaniu nad przepowiednią i podtrzymywaniu ogniska. W końcu przyszła kolej Nico. Obudziłam go i poczekałam aż się do końca rozbudzi.
-Dobra, teraz już nie zasnę, możesz iść spać –powiedział Nico
-Nie wiem czy dam radę zasnąć…
-Oj nie przesadzaj, wiem, że to nie pięciogwiazdkowy kurort z wodnymi łóżkami ale…
-Nie o to chodzi –przerwałam mu –Kiedy z Louise poszłyśmy do lasu opowiedziała mi o swojej przeszłości.
Opowiedziałam mu w skrócie to, co powiedziała mi córka Hermesa. Pominęłam to, że już o czymś takim słyszałam. Nico nadal nie wiedział, że czytałam książki o herosach.
-Źle mi się to kojarzy ale teraz nie czas na rozmyślanie. Musisz się wyspać. –powiedział Nico
                W sumie byłam zmęczona więc położyłam swój śpiwór przy moim smoku i poszłam spać. I teraz myślę, że chyba wolałabym być niewyspana…
                Śniło mi się, że spadałam do dziury. Było tam ciemno, ale jednocześnie przepaść świeciła na czerwono. Ściany były ostre, skaliste. Czułam kłucie w brzuchu. Takie jakie ma się przy spadaniu. Ktoś mnie wołał. Z góry. Nie wiedziałam kto to. Wiedziałam tylko, że zostawiam tą osobę i nie mogę nic z tym zrobić. Uderzyłam o ziemię i tu sen się skończył. Sceneria się zmieniła. Stałam przed dwoma drzwiami. Nad nimi wyryte było kilkanaście płomyczków. Na obu drzwiach widniały napisy. Chciałam je odczytać, ale w tym momencie poczułam, że ktoś mnie trąca w rękę.
-Thi, Nico wstawajcie! – budziła nas Louise. – mamy towarzystwo
Podniosłam się i przetarłam oczy. Nico leżał w swoim śpiworze obok mnie, ognisko dogasało, a Shadow nadal był moją poduszką. To co zobaczyłam nie bardzo mnie ucieszyło. W wejściu do jaskini stali rzymianie, a na ich czele nie kto inny jak Oktawian.
                                                                           * * *
Yeeeey wena wróciła ^.^ Przepraszam, że tak długo czekaliście ale szkoła psuje wenę ;-; No, w każdym razie po całym dniu pisania w końcu jest rozdział :D Lecę pisać kolejny :) Komentujcie, proszę :D
~Miixed

3 komentarze:

  1. rozdział świetny, jak każdy wcześniejszy *...* polubiłam Louise, wydaje się ciekawą osóbką ^.^ xD życzę weny i by następny rozdział był jak najszybciej ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, przeczytałam ten rozdział jako pierwszy i stwierdzam, ze jesteś geniuszem:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło :3 Dzięki i zapraszam do czytania poprzednich ;) ~Miix

      Usuń